Teatr formuły 1

Do czego może się jeszcze przydać tekturowa rolka po papierze toaletowym? Z odpowiedzą na to pytanie nie będą mieli problemu podopieczni pani Doroty Król, która w Akademii Uśmiechu prowadzi zajęcia z plastyki i teatru. Zając, baranek, zamkowa wieża? Przecież wyobraźnia nie zna granic!

AU – Zacznijmy od zajęć teatralnych. Czym dla przedszkolaków jest takie „spotkanie z teatrem”?
DK - Nasze zajęcia, jak większość aktywności w przedszkolu, muszą opierać się na zabawie. Na początku odreagowujemy emocje, staram się zaproponować dzieciom takie zajęcia ruchowe, aby się zmęczyły. Są to więc różnego rodzaju ćwiczenia po których mogą się wyciszyć, usiąść i skupić uwagę na czymś innym.

AU – Co więc po takiej rozgrzewce?
DK – Scenariusz może być różny; np. zaczynamy opowiadać jakąś bajkę, która wcale nie musi zakończyć się tradycyjnie. Tutaj zaczyna się  pole do popisu dla dzieci. Dzielimy się na role, oni zaczynają przedstawiać fabułę, w zależności od tego w którą stronę toczy się zabawa, zakończenie takiej bajki może być standardowe lub całkowicie abstrakcyjne. Wszystko zależy od ich inwencji .
Bawimy się też tym, że oni sami decydują co mają założyć do konkretnej bajki, tworzą jej „scenografię”.
Oczywiście muszę się liczyć z faktem, że każda dziewczynka chce być królewną, każdy chłopiec chciałby zagrać rybaka w bajce o „Złotej rybce”. One doskonale wyczuwają, że są różne role, ale tym samym uczą się tego, że są w grupie i ze sobą współpracują.

AU – Co, oprócz dobrej zabawy dzieci wynoszą z takich zajęć?
DK - Oczywiście wiedzę, którą staram się przekazać, czyli co się w teatrze dzieje. Prezentuję im różnego rodzaju zawody, takie jak scenograf, aktor, reżyser, mówię o elementach scenografii, perukach, charakteryzacji, światłach, dźwiękach, wszystkich tych rzeczach, które się dzieją na deskach. Na niektórych zajęciach tworzymy postacie, np. pacynki czy marionetki. Dzieci nie tylko poznają te rekwizyty, ale też cały proces ich powstawania, taki teatr od podszewki. Przy okazji karnawału robiliśmy maski i dzieci już doskonale kojarzą, że też jest to rekwizyt z dziedziny teatru.
Tak naprawdę nie ma żadnego programu, wg którego można by prowadzić tego typu zajęcia. Jednak sama takiego programu raczej bym nie chciała, ponieważ to, że jestem spontaniczna także z ich strony wywołuje spontaniczność. Myślę, że w trakcie takich zajęć warto się dziecku podporządkować i dać mu pewną dowolność.

AU – Czyli zajęcia te to pretekst do zabawy i poznawania arkan teatru?
DK - To wiedza, rozwój ruchowy i ćwiczenia na wyobraźnię. Uczę ich naśladować ruchy zwierząt, przedstawiać różnego rodzaju maszyny jak chociażby automat do lodów. Zachęcam do wyrażania emocji, do nieskrępowanego wyrażania siebie, kiedy np. przedstawiamy etapy wzrostu drzewa, od ziarenka do dorosłej postaci. W dobie popularności Kubicy hasłem do zabawy może być Formuła 1, i tak budowaliśmy z siebie samych wyścigówkę. Dzieci były kołami, światłami, maską, wspólnie tworzyły coś absolutnie abstrakcyjnego. A wszystko to, żeby jak najbardziej pobudzić ich wyobraźnie, zwrócić uwagę na detale, pokazać jakim narzędziem w pracy aktora jest ciało.

AU – Czy łatwo jest zainteresować najmłodszych i zatrzymać ich uwagę?
DK - Zawsze wprowadzam coś nowego, staram się aby wejście w te zajęcia, było do ostatniej chwili tajemnicą. To jest sposób na przykucie ich uwago. Dzieci są bardzo zaciekawione, pytają co przygotowałam, ale nigdy nie wiedzą co będzie. Zwykle mam jakąś torbę, zaczarowany worek, gdzie mam pewną dziedzinę dla nich. To mogą być najróżniejsze rzeczy, kostka do gry, kartka papieru, coś co nas zainspiruje np. do narysowania żuczka. Potem tego żuczka lepimy z gazety, następnie robimy z tego marionetkę, Poszczególne etapy muszą być spontaniczne a ich wykonanie dość szybkie. W ten sposób mamy gotowy rekwizyt do dalszej zabawy.

AU – Czyli to jak potoczą się zajęcia pozostaje w pewnym stopniu tajemnicą również dla Pani?
Staram się obserwować grupę, czego w danym dniu potrzebuje. Nie ma sensu forsować swoich pomysłów wbrew dzieciom. Kiedy widzę, że muszą się wytupać, pozłościć, wyrzucić z siebie nadmiar złej energii to mam przygotowane w zanadrzu specjalne zajęcia. Dzieci pozbywają się swojej złości drąc gazety, po czym pakujemy je do skarpetek i w ten sposób zamykamy nasze złe emocje, z którymi już skończyliśmy. Z tych skarpet możemy później zrobić pacynki. Chcę w ten sposób rodzaj pewnych emocji zamykać w całość.
Niezależnie więc od tego, co robimy, staram się zamykać zajęcia, kończyć je; chociażby morałem z wierszyka, sekwencją z piosenki, czymś co zostaje im w pamięci.

AU – Dzieci są różne, odważne i bardzo nieśmiałe, jak odnajdują się razem na Pani zajęciach?
DK - Na pewno nabierają pewności. Te ciche, bardziej schowane zawsze na początku siadają obok mnie, gdyż potrzebują takiej podpory, poczucia że ktoś się nimi opiekuje. Obserwuję dzieci, kiedy widzę, że coś jest nie tak, że któreś ma jednak problemy z adaptacją, z przełamaniem się podchodzę do niego bardziej indywidualnie. Próbuję je wprowadzać w grupę powoli, delikatnie i to i się zazwyczaj udaje. Coraz więcej mam dzieci trzyletnich, czyli z naszych najmłodszych grup, z Kaczorków, które sobie doskonale dają radę z dziećmi troszeczkę starszymi. Na tym etapie rozwoju różnica pomiędzy dziećmi trzy i czteroletnimi jest ogromna, więc wymaga to pewnego przystosowania, obycia się z sobą.
Zwracam też uwagę na bezpieczeństwo, bo starsze są mniej ostrożna, bardziej ofensywne, te młodsze, szczególnie na początku są bardziej obserwatorami.
Na tych zajęciach doskonale można wybadać temperament dziecka, przewidzieć, które dzieci jest widzem, a które materiałem na aktora.

AU - Czy trzylatki są w stanie już pracować zespołowo?
DK - Tak, to się dzieje w trakcie zajęć bardzo spontanicznie, ale głównie wewnętrznie czyli nie dla publiczności. Zależy mi na tym, żeby im było dobrze ze sobą. To jest też taka ich integracja w grupie w przedszkolu. Wszystko, co na zewnątrz, ktoś kto patrzy jest to dla nich pewnego rodzaju stres i tego staram się unikać. Bawimy się sami ze sobą. W trakcie zabawy dzieci się stają bardziej pewne siebie, zaczynają czuć się bezpiecznie i otwierają się na rówieśników i na to, co danego dnia robimy. Tak naprawdę to one wszystkie chcą być zauważone, wszystkie chcą być w centrum zainteresowania. Bez względu na to, czy dziecko jest bardziej czy mniej schowane, czy takie, które się świetnie czuje się w grupie, każde podskórnie chce, jeśli nie na pierwszych zajęciach to na kolejnych w jakiś sposób zaistnieć, chce opowiedzieć swoją historię, podzielić się emocjami. Wymaga to odpowiedniego podejścia, żadne nie może czuć się gorsze, zaniedbane a jednocześni muszą wiedzieć, że jesteśmy w grupie i pracujemy razem.

AU – W jaki sposób dzieci pracują na zajęciach plastycznych?
DK - Staram się zapoznać ich z różnymi materiałami, chcę im dać coś więcej niż papier i plastelinę, gdyż to są dla mnie półśrodki. Zakładam, że rysować mogą w domu, od zajęć w przedszkolu mogą oczekiwać większego urozmaicenia.
Do zajęć z plastyki, jak i do teatralnych, przygotowuję się wcześniej. Muszę mieć na nie pomysł, ale równie ważna jest adaptacja tego pomysłu na potrzeby dzieci, tak by były w stanie to zrealizować. Należy uważać, żeby dzieci się nie zniechęciły, do tego wystarczy niewiele, np. coś wydaje im się zbyt trudne i pracochłonne. Aby dzieci podołały zadaniu to muszę im dać po pierwsze półprodukt, po drugie pomysł na odpowiednim poziomie trudności,  po trzecie w miarę szybki sposób realizacji.

AU – Czy wcześniej pokazuje im Pani czego od nich oczekuje, jaki ma być efekt pracy?
DK - Nie pokazuję od razu, co ma nam wyjść. Zdałam sobie sprawę z tego, że pokazywanie efektu finalnego zabiera nam część tajemnicy całego przedsięwzięcia i mimowolnie zmusza dzieci do tego, że starają się mi dorównać. Tymczasem zupełnie inaczej dzieci pojmują zrobienie czegoś, kiedy nie widzą tego do końca a ja im tylko mówię, że zrobimy to i to, w taki a nie inny sposób. Zadaję temat po czym one same to robią. Daję im oczywiście konkretne materiały, mówię co gdzie przykleić, jak to zrobić. Dzięki temu są to prace twórcze, one nie stresują się, że nie oddają pierwowzoru, nie porównują się ze mną.

AU – Jaki los spotyka małe arcydzieła, czy dzieci chętnie zabierają je do domu?
DK - Pokazuję dzieciom, że prac się nie niszczy, że można zabrać je do domu, lub tez wykorzystać do dalszego tworzenia. Zajęcia plastyczne nie musza być zawsze pracą indywidualną. Dzieci robiły np. zamkowe wieże, później łączyliśmy je w jedną całość, znowu były emocje, gnietli papier, powstały skały, obwarowanie a w konsekwencji wielki, piękny zamek na skale. Stał on potem na wystawie w przedszkolu. Mimo, że na tym etapie dziecko jest przyzwyczajone raczej do samodzielnego rysowania, tworzenia staram się wprowadzać tego typu rzeczy, czyli prace grupowe.

AU – Czy dzieci się ze sobą porównują, jak uniknąć niezdrowej rywalizacji?
DK - Dzieci są ambitne, chcą się sprawdzić, pochwalić się swoim umiejętnościami.
Starsze rywalizują, patrzą komu praca wyszła lepiej, komu gorzej.  Niekiedy są też okrutne, ja oczywiście staram się być na to wyczulona, gdyż potrafią się wyśmiewać z siebie.
Każdy chce być najlepszy a przy tym czasami bywa i zazdrosny.
Jest bardzo trudno dać dzieciom takie poczucie, że nie zawsze się wygrywa. Nawet na zajęciach teatralnych one widzą to, że jest zawsze lepsza i gorsza rola. Macocha nigdy nie będzie pozytywna, w związku z czym dziecko musi się przełamać i przekonać też do takiej postaci. Nie każdy i nie zawsze może mieć pierwszoplanową rolę czy najwspanialszą pracę. Myślę, że to duży atut moich zajęć, bo poprzez doskonałą zabawę dzieci uczą się także życia.

To jest na pewno moim zadaniem, żeby rozbudzić w nich pasję myślenia, tworzenia, odwagę w przekazywaniu siebie. Zarówno poprzez teatr jak i plastykę. Najgorsze co można zrobić to zmuszać dziecko do pracy terapią siłową. Dlatego też ja staram się niczego nie narzucać a wiele proponować, tak aby nasze spotkania  były dla obu stron przyjemnością i myślę, że to mi się udaje.
AU – Dziękuję za rozmowę